Blog

Skazani na nijakość?

Kwestia Stylu.

Styl to coś trwałego i jednocześnie elastycznego. Konsekwencja, świadomość, ale również poszukiwanie, odkrywanie siebie za każdym razem na nowo = ciekawość. Lubię siebie zaskakiwać, dlatego chyba nie zamykam się w definicjach.

Kora napisała w swojej książce (z mojego punktu widzenia) coś fenomenalnego i słowo „fenomenalny” nie jest hiperbolą. Mówienie o swojej dwoistej naturze czy podwójnej osobowości jest zubożeniem. Mamy dziesiątki, setki a może i tysiące twarzy i odcieni. Dlatego nie podam Ci jednoznacznej definicji stylu. Styl jest Tobą. Jest płynny i zmienny jeśli i Ty się zmieniasz. Jest tym co myślisz, co czujesz i mówisz. Jest całym Tobą.

 

 

Oczywiście są osoby które cierpią na chroniczny deficyt tego, co można nazwać stylem. Odczuwają lęk przed oceną, strach przed popełnieniem gafy, lęk przed tym co zewnętrzne – przed surowym jury, które za eksperymenty i przejaw indywidualizmu wyda werdykt cynicznego spojrzenia. Lęk przed samym sobą. Jakie to ma znaczenie? Żadne. Najważniejsze jest to co czujesz Ty. Nie ma tych innych dokoła. Zaskakujące jak wiele jeszcze jest do przerobienia? Żyjemy przecież w tak liberalnych czasach, podróżujemy, poznajemy kultury, fascynuje nas inność i z zainteresowaniem się jej przyglądamy, a sami mamy problem z wyrażeniem siebie i z zewnętrzną oceną.

 

Często w przymierzalni słyszę „Nie mam tyle odwagi by to założyć, co powiedzą/pomyślą inni, czy mnie zaakceptują” ?  A czy Ty zaakceptowałeś siebie? Co Ty o sobie myślisz? Jak Ty się ze sobą czujesz? Nie masz wrażenia, że większość z nas zaspakaja nie swoje potrzeby, a karmi oczekiwania innych?

 

Od kiedy pamiętam byłam „nieustabilizowana modowo”. Nosiłam glany i powyciągane swetry. Przynależałam do skate world (męskiego wówczas świata), z uporem manifestując to wielkimi bluzami z kapturem. W międzyczasie słuchałam Nirvany, śpiewałam I will always love you Whitney Houston, by wejść za chwilę (dosłownie) w różowy świat techno, plastiku, winyli i białych berlińskich platform. Działo się! 🙂 Od zawsze było kolorowo. Na każdym jednak etapie swojego życia byłam najprawdziwszą sobą. Na każdy moment inna. Czasem fotografie sprzed lat przyprawiają o zawrót głowy, jednakże można powiedzieć wszystko, ale nie to że brakowało mi jaj. Dziś kocham grunge i francuską powściągliwość pomieszaną z tą bezczelną nonszalancją, którą tak bardzo lubię i od lat konsekwetnie jestem temu wierna.

 

Chętnie też patrzę na ubrania niekonwencjonalnie. Wyobrażam sobie w jaki inny sposób niż tradycyjny, mogłabym je ubrać, zastosować czy wystylizować? I w tym tkwi sekret. Moi studnci też powoli to łapią. Nie wystarczy ułożyć poprawny pod każdym względem zestaw. Słowo „poprawnie” nas nie interesuje. Trzeba nadać mu życie, wpakować do niego Ciebie, mnie, nas. Spersonalizować. Chcę widzieć Twój charakter.

Jaka osoba kryje się pod tym płaszczem, kapeluszem, czy sukienką?  O czym marzy? Co je na drugie śniadanie, czego słucha, z jaką książką zasypia, jak lubi spędzać wakacje? A może od lat ich nie miał/a? W każdym z nas jest historia…

 

 

 

 

SKOMENTUJ